Przestrzeń

WP_20170831_013

WP_20170831_014

Miałam dzisiaj pisać o muzeach i atrakcjach Dublina, a wyjdzie jak zwykle…Jestem po prostu zakochana w plaży Malahide/Portmanock. Po pracy jadę się tam czasem odprężyć i za każdym razem czeka na mnie nieco inny krajobraz, wszystko zależy od wielkości odpływu, wiatru, słońca, Przestrzeń jest tu oszałamiająca. Przepraszam więc, że znowu zobaczycie podobne zdjęcia, ale naprawdę nie mogłam się opanować. Po kilku dniach zimna, dzisiaj znowu było słonecznie.  Nie, to nie południe Europy, to Irlandia..

Jestem  zakochana w tej przestrzeni.

WP_20170917_008

WP_20170917_012

WP_20170917_022

WP_20170917_014

WP_20170917_025

WP_20170917_020

Podobnych zdjęć mam mnóstwo i pewnie to jeszcze nie koniec.
Zdumiewające jak mało tu ludzi. Jest to cudowne miejsce na wypoczynek. Słońce nie jest gwarantowane, ale doskonałe powietrze, cisza i spokój – tak. Woda dość ciepła, w górnych osiągach naszego Bałtyku, chodzi się po niej z przyjemnością.

Jutro wrzucę w końcu parę zdjęć z zamku w Malahide.

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Galway

WP_20170829_014Gdy jechałam do Lisdoonvarny poznałam w autobusie miłego nauczyciela akademickiego, który oferował się być moim ekspresowym przewodnikiem w drodze powrotnej, w Galway zatrzymałam się na zaledwie 4 godziny. Padraig czekał już na mnie na dworcu i porwał od razu na szalony spacer po mieście.
Powyżej na zdjęciu miejsce – ciekawostka przyrodnicza; poniżej mostu Salon Weir w pobliżu katedry zbierają się łososie, by wskoczyć w burzliwy wir i przedostać się w górę rzeki do jeziora Corrib na tarło.

WP_20170829_017

Galway to miasto wody, położone nad oceanem, ale także poprzecinane malowniczymi kanałami, pełne uroku, zielone. Pochmurne niebo kontrastowało z nastrojem cudownego relaksu  jaki stworzył mi mój przewodnik.

Oczywiście odwiedziliśmy największą atrakcję tego miasta: kościół św. Mikołaja, wzniesiony w 1320 roku. Podobno w tej właśnie świątyni modlił się Krzysztof Kolumb przed swoim słynnym rejsem do Ameryki.

Niestety dużo zdjęć mi przepadło z tego miłego dnia, ale na pewno zapamiętam Padraiga.

WP_20170829_036

 

Rolnik szuka żony – Lisdoonvarna

WP_20170827_048Lisdoonvarna ( przypominam, że mowa o zachodnim wybrzeżu Irlandii) każdego roku zamienia się we wrześniu w centrum rozrywki podczas słynnego Festiwalu Swatów – Matchmaking Festiwal. Tradycja ta wywodzi się z czasów, kiedy to zapracowani rolnicy zjeżdżali po żniwach do miasta aby się zabawić oraz znaleźć żonę. Ja byłam tuż przed rozpoczęciem imprezy, mimo to atmosfera tego wydarzenia już wisiała w powietrzu.

WP_20170827_051

WP_20170827_109

„Love is in the air”, mogę to potwierdzić. Nie jestem w „wieku poborowym” i festiwal jeszcze się nie rozpoczął, a oferty matrymonialne padały po kilku zdaniach rozmowy, wprost, bez ogródek. Było to zdumiewające, zabawne, no i nie powiem, przyjemne:)
Lisdoonvarna ma urok miasteczka z tych „na końcu świata”, więc zakochać się tu pewnie łatwiej. Jeśli więc wśród moich czytelniczek są niewiasty szukające męża, najlepiej bogatego farmera – wystarczy spakować co ładniejsze ciuszki, kupić bilet na samolot do Galway, potem jechać wąską dróżką i wysiąść przy garażu Burkiego, tak nazywa się tu jedyny przystanek. Koniecznie zajrzyjcie z ukochanym do Roadside Tavern, jedzenie jest tam świetne i irlandzka muzyka co wieczór. No a poza tym i do innych pubów, z których składa się ta malutka miejscowość.

Jest tam parę przytulnych hotelików, ja nocowałam w Hydro Hotelu, był to pierwszy hotel w Irlandii z bieżącą wodą w kranach, stąd nazwa. Hotel po remoncie, pamiętający czasy wiktoriańskie, kiedy to Lisdoonvarna była modnym uzdrowiskiem, słynącym z wód żelazowych, magnezowych i siarkowych.  W hotelu co wieczór muzyka na żywo i potańcówki. Przemiła obsługa. Wystrój jednak nie dla wszystkich.

Do Doolin ( skąd wyrusza się szlakiem do Klifów Moher ) – 8 km, można złapać lokalny autobus.  W Doolin backpackersi, parę schronisk i ogólnie atmosfera całkiem inna,  panuje tu cudowna klifowa gorączka.

Jeśli lubicie przyrodę i przygodę, a może przy okazji szukacie drugiej połówki – polecam tu przyjechać 🙂 Do Lisdoonvarny, Doolin , Moherów i wysp Aran.


W drodze powrotnej zatrzymałam się w Galway – największym porcie zachodniego wybrzeża i jednym z najładniejszych miast w Irlandii.

 

 

 

 

 

 

 

Wieczorny rejs i spacer

WP_20170828_178

Pamiętacie, że poprzedniego dnia marzyłam aby zobaczyć Mohery od strony wody ? No i udało się. Przesiadłam się z jednej łódki na drugą i choć morze się uspokoiło, to i tak kiwało niesamowicie. Wszyscy trzymaliśmy się poręczy obydwoma rękami. Aby zrobić te parę zdjęć i móc puścić jedną rękę, ktoś musiał trzymać mnie z tyłu.
Jeśli tu kiedyś będziecie, koniecznie do Nich popłyńcie. Są piękne. Byliśmy na tej łodzi przypadkową grupą ludzi z różnych zakątków ziemi, a Mohery sprawiły, że uśmiechaliśmy się do siebie szczęśliwi, że możemy tu być.

WP_20170828_182

A potem…Cały ten dzień był tak niezwykły, że gdy Eugene odebrał mnie na lądzie, zamiast zgodzić się, żeby mnie podrzucił do hotelu, wymyśliłam jeszcze pieszy spacer po okolicy, wokół Doolin, całkiem się bowiem rozpogodziło, poza tym jak zobaczycie te parę zdjęć pod spodem, chyba sami zrozumiecie…

WP_20170828_205

 

WP_20170828_207

WP_20170828_193

WP_20170828_215

 

WP_20170828_211

Szłam tą drogą zupełnie sama, a przestrzeń wokół była wprost wprost oszałamiająca.
W końcu dotarłam do skrzyżowania, przy którym zrobiłam zdjęcie temu oto miłośnikowi kwiatów :

WP_20170828_224

…i złapałam ostatni autobus do Lisdoonvarny. A tam trafiłam na irlandzką noc muzyczną, jak wspominałam, mój błędnik był w tym dniu obłędnikiem, więc kołysanie  się w lokalnych rytmach było dla niego całkiem dobrą opcją.

 

 

Inis Oirr i …

WP_20170828_061

Zdjęcie powyżej to moje ulubione z tej wyspy.

Ale najpierw…

WP_20170828_008

Od rana padał deszcz, mimo to pojechałam z Lisdoonvarny do Doolin z nadzieją, że na pewno za chwilę wszystko się zmieni i popłynę pod klify. Cierpliwie czekałam w uroczym Hotelu Doolin i piłam kolejne herbaty i kawy. Właścicielka statków wycieczkowych, urocza Clarie co jakiś czas kiwała głową, że raczej nic z tego nie będzie. W końcu skusiłam się na fish&chips, bo hotel pozgarniał nagrody także za jedzenie i do końca dnia tego żałowałam, nie żeby z daniem było coś nie tak…


Mąż Clarie, przystojny Eugene, stwierdził, że ze swojego jeepa pokaże mi chociaż port. Gdy dojechaliśmy, wysiadł na chwilę i po powrocie szybko rzucił „wszystkie rejsy turystyczne odwołane, ale możesz popłynąć z czworgiem mieszkańców na wyspę Oirr”. Na decyzję miałam sekundę i już za chwilę odpływałam wraz z kapitanem oraz ojcem z trójką dzieci na jedną z wysp położonych na płn.- wsch. od Klifów Moher.

Podróż trwała ponad godzinę i pod koniec liczyłam już dosłownie każdą minutę. Był sztorm, kiwało niemiłosiernie, mój błędnik nie mógł dojść do siebie potem przez kolejne dwa dni. Sporo się w życiu napływałam, ale ten krótki rejs po deszczowym i wietrznym Atlantyku na pewno zapamiętam. W końcu jednak ukazała się wyspa Oirr. Jest pierwszą z trzech należących do Aran Islands. Z Doolin można dopłynąć do każdej z nich łodzią, rejs najlepiej zarezerwować przez Internet : www.doolin2aranferries.com. i absolutnie polecam tę opcję, są to niezwykłe wyspy ! Gdy dopływałam było jeszcze nieco mgliście, ale już nie padał deszcz. Normalnie jest tu podobno sporo turystów, ja miałam to szczęście, że wypłynęłam sama, było cudownie pusto i cicho.

WP_20170828_018

Z portu odebrał mnie uroczy Mark (była to kolejna niespodzianka od Eugene)  wraz z siostrzeńcem Tomem  i objechaliśmy jeepem razem całą wyspę, a potem jeszcze miałam czas na długi, samotny spacer.

Na Oirr żyje 260 mieszkańców utrzymujących się z turystyki oraz rybołówstwa. Domki są niemal jednakowe, niezwykłe wrażenie robią pogrodzone kamieniami małe zagrody, na których pasą się 1-2 krowy. Miejsca tu mało, a ogrodzenie to wyrwane ziemi kamienie, dopiero oczyszczona z nich może zazielenić się trawą.

WP_20170828_061

Na wyspie jest szkoła, klasa Toma liczy…4 osoby. Jest też mały szpitalik z lądowiskiem dla helikopterów, kościół i cmentarz, malowniczo położony na szczycie, u podnóża ruin małego zamku.

WP_20170828_054

WP_20170828_056

Stare grobowce sąsiadują tu z nowymi, cykl przemijania w małych społecznościach jest zawsze bardziej odczuwalny…

Nad wyspą górują ruiny zamku, otoczone wokół pogrodzonymi poletkami.

WP_20170828_071

Wraz z upływem dnia zakochiwałam się w tej wysepce coraz bardziej.

WP_20170828_104

WP_20170828_059

Chodziłam po pustym, kamiennym wybrzeżu, po prostu uwielbiam takie miejsca.

WP_20170828_089

Jest tu jednak i piękna plaża :

WP_20170828_096

i można nawet pożyczyć rower :

WP_20170828_107

WP_20170828_098
Herbata smakowała mi tu inaczej, z żalem odpływałam z tego miejsca.

WP_20170828_114

To nie był jeszcze jednak koniec dnia i niespodzianek.

Po przypłynięciu do Doolin okazało się, że mam znów parę sekund aby zdecydować się na przesiadkę do kolejnej łodzi, płynącej na wieczorny, ostatni rejs do klifów, pogoda się bowiem poprawiła. Oczywiście nie zastanawiałam się ani chwili.

cdn.

 

 

 

Cliffs of Moher

WP_20170827_092Warto było tu dla nich przyjechać, cieszyłam się  jak dziecko, które dostaje upragniony prezent. Ukazały się w całości, podobno ogólnie lepiej z pogodą jest tu wieczorem, co zresztą potwierdziło się także następnego dnia.

WP_20170827_099Do klifów można dość urokliwym szlakiem z Doolin lub dojechać na samą górę samochodem bądź autobusem. Na gości czeka spore, bezpłatne Centrum Turystyczne z bogatą informacją geograficzno – przyrodniczą, jednak najlepiej po prostu spacerować lub siąść na ławce i cieszyć oczy.
WP_20170827_094

WP_20170827_066

Klify Moher są jedną z największych atrakcji Irlandii, piętrzą się majestatycznie z Atlantyku na wysokość 200 m wzdłuż ok. 7 km.

WP_20170827_096

WP_20170827_082Żegnając się z nimi wieczorem już wiedziałam, że muszę je zobaczyć także od strony wody, zaklinałam więc w myślach pogodę na następny dzień.

Irlandia – na zachód

WP_20170827_007Dobre koleżanki zamieniły się ze mną pracą i tak oto udało mi się na weekend zaplanować wyprawę na zachód Irlandii, celem były słynne Klify Moher. Powyżej zdjęcie widoków jakie towarzyszyły mi przez parę godzin jazdy autobusem, zieleń po horyzont i plamki – białe to owce, wszelkie inne to krowy lub konie, czasem osiołki.

WP_20170829_042Zdecydowałam się na linie Bus Eireann i był to najlepszy wybór. Kupiłam bilet open w obie strony na trasie Dublin Airport – Galway – Lisdoonvarna  za 46 euro. Na miejscu okazało się, że nie muszę płacić za lokalne połączenia Lisdoonvarna – Doolin i z powrotem. Do Galway jechałam ok. 3 godzin, po drodze jeden 5 – minutowy postój ( autobusy bez toalety), potem od razu złapałam busa do Lisdoonvarny, którego nie było w rozkładzie, ale to mnie już tutaj nie dziwi.Ten kawałek trasy trwał ponad godzinę i był dość niezwykły. Droga niesamowicie wąska, raz musieliśmy czekać żeby …koń schował głowę wystającą znad kamiennego płotu. Ruch mały, ale po jakimś czasie okazało się, że …dwustronny, oczywiście mijanki możliwe tylko w niektórych miejscach. Przypominało mi to podróże po Azji. Irlandczycy mają fantazję i luz o czym już wielokrotnie się przekonałam.
W autobusie poznałam miłego nauczyciela, który był w drodze powrotnej  moim przewodnikiem po Galway, najważniejszego miasta na zachodnim wybrzeżu.
W końcu do zieleni dołączyła za oknem woda, czyli Ocean Atlantycki.

WP_20170827_033

Po dotarciu do Lisdoonvarny, zostawiłam tylko bagaż w Hydro Hotelu, gdzie miałam rezerwację i pojechałam do Klifów. Naczytałam się bowiem, że można być tu wielokrotnie i wcale ich nie zobaczyć, często toną we mgle. A ja trafiłam na dobrą pogodę, więc wolałam nie ryzykować co będzie potem.

Cdn.