MTT

WP_20171123_013
To zdjęcie z wczoraj z obecnym Ministrem Turystyki ( pośrodku) na zapleczu  malowniczego stoiska polskiej wsi. A same Targi – dość rozbrajające, bo w Pałacu Kultury, reliktu przeszłości, dla mnie zawsze przede wszystkim abstrakcyjnie komicznego. Ale i przywołującego czasy młodości, pamiętam przecież jakim wydarzeniem był np. dla mnie pierwszy koncert Kory w Kongresowej i potem tyle innych rzeczy…Po prostu dawno tu nie byłam, ot dopadły mnie wspomnienia…Spotkałam trochę znajomych z dawnych i niedawnych lat. Poznałam też jak zwykle wiele nowych osób, w tym sympatycznego młodego właściciela polskiego biura w Islandii,  do której być może zawitam na dłużej w 2018 …
imageWzięłam też udział w kilku miłych spotkaniach, np. z nowym ambasadorem Szwecji. Uświetnił on szwedzką fikę, podczas której wróciłam wspomnieniami do urokliwej Skanii, mocno w ostatnim czasie w Polsce ( słusznie ) promowanej i coraz bardziej popularnej.

Było jak zwykle barwnie, wesoło, ale stoisk chyba mniej niż zwykle. Nie jest to raczej kwestia kryzysu w turystyce, ale po prostu coraz większej ilości tego typu imprez.

WP_20171123_014

Większość wystawców ta sama od lat, barwną nową postacią był np. przedstawiciel Ministerstwa Turystyki…Bangladeszu, który twierdził, że zna mojego bloga…

Targi trwają jeszcze jutro, polecam także ze względu na miejsce.

Znalezione obrazy dla zapytania pałac kultury i naukiNie mogłam się nadziwić, że mają tam zasięg komórki i odbiera Internet. Cały dzień zdawało mi się, że jestem na planie filmu Barei lub Machulskiego.
Czasy jednak zupełnie inne, świat przyjeżdża do Polski i prosi o rewizytę.
Na pewno niejedną komedię dałoby się tu jeszcze nakręcić, ważne aby umiało się z niej śmiać całe społeczeństwo.
Ja zdecydowanie nie tęsknię za minioną epoką, choć czasy nadal są trudne, to jednak nieporównywalne.
A PEKIN ( tak mówiliśmy na Pałac Kultury i Nauki) niech stoi, kto wie co może się tu jeszcze wydarzyć.

 

 

Reklamy

Klimt i Schiele

WP_20171119_002
Tak, wiem, „Pocałunek” Klimta jest już nudny, jest wszędzie, oryginał też oglądałam dzisiaj po raz drugi, ostatnio parę lat temu. Przepadałam za Klimtem zanim stał się tak znany również w Polsce, głównie za sprawą wszelkiej maści galanterii stołowej i nie tylko z nadrukami motywów jego obrazów. „Pocałunek” budzi we mnie mimo to bardzo szczególne uczucia i zapewne nie jestem odosobniona.
Moja córka jest wielbicielką Schielego, tak więc dzień spędziłyśmy dzisiaj właściwie w dwóch muzeach – Belvederze oraz Leopold Muzeum, które posiada największe zbiory Schielego na świecie. W Obu jest też Klimt. Trudno się dziwić, bo obaj byli artystami wiedeńskimi, choć Schiele stąd nie pochodził, był natomiast uczniem i podopiecznym Klimta.  Żył jedynie 28 lat ( Klimt 56).

Poniżej niezwykły obraz „Życie i śmierć” , najlepszy obraz Klimta z Leopold Museum. Warto dodać, że jest to muzeum powstałe w 2001  z prywatnej kolekcji Elżbiety i Rudolfa Leopoldów. Siedziałam przed tym obrazem zahipnotyzowana, robi niezwykłe wrażenie.

WP_20171119_015

A Schiele to inna  historia, jego obrazy są niezwykle ekspresyjne, niekiedy trudne,jak na czasy w których tworzył, również bardzo odważne.

Znalezione obrazy dla zapytania egon schiele obrazyZnalezione obrazy dla zapytania egon schiele obrazy

Znalezione obrazy dla zapytania schiele obrazy

Znalezione obrazy dla zapytania schiele obrazy
*************************************************************************************

Moje dni w Wiedniu były ciekawe i pełne wzruszeń, także za sprawą sztuki.
Był też czas na wiele osobistych przeżyć i refleksji.
WP_20171117_039Pogryzam właśnie „Mozart kugel” i jeszcze nie wyjechałam, a już tęsknię, przede wszystkim za córką, ale też za tym przyjaznym miastem , jego serdecznymi mieszkańcami, kafejkami, koncertami i Dunajem.
Wieje potężny wiatr,  porywa moje marzenia.

 

Hundertwasser und…und…und…

WP_20171118_002
Friedensreich Hundertwasser był jednym z najbardziej znanych współczesnych wiedeńskich artystów, jego słynny Hundertwasserhaus uwielbiam. Mam duszę dziecka, więc takie rzeczy cieszą mnie ogromnie, do tego jeszcze przesłanie ekologiczne. Artysta kochał przyrodę, pragnął życia w harmonii z nią. Po prostu czuć dobrą energię płynącą z tego miejsca. Za projekt domu nie wziął pieniędzy, stwierdził, że wystarczy mu fakt, że w tym miejscu nie powstanie nic brzydkiego.

WP_20171118_048

 

Robiłam zdjęcia z myślą, że Satyrze będzie się to wieczorem podobać.
Sam artysta jest mi niezwykle bliski duchowo, więc i to miejsce…

Spacerowałam po galerii, a potem poszłam w oczekiwaniu na córkę do małej kawiarenki ( od Löwegasse, ), w której przy szklance wina oglądałam w cudownym otoczeniu film o Hundertwasserze. Magiczne miejsce pełne pamiątek po artyście, bardzo polecam.

Pojechałyśmy też dzisiaj wykorzystując ładną pogodę nad Dunaj, wielka rzeka i w ogóle woda też była zawsze ulubionym motywem Hudertwassera…

WP_20171118_069
Szary Dunaj wypełnił szary dzień po horyzont.
A potem zaświeciło słońce i spacer po wiedeńskich zabytkach bardzo się udał.

Kolejną panoramę miasta oglądałyśmy dzisiaj z twenty five hours hotel, gdzie na ostatnim piętrze mieści się super bar  ( czynny od godz. 15)

WP_20171118_091

Kapitalne miejsce. Na dole zjadłyśmy w hotelowej restauracji pyszny obiad.
Warto zwiedzić całe lobby, ma ciekawy, nieco szalony design, wiadomo jednak dlaczego:

Po czymś takim pozostało nam wpuścić się w coś w podobnym stylu, czyli :

WP_20171118_098
I tak w Mumoku czyli Muzeum Sztuki Współczesnej spędziłyśmy resztę popołudnia.
Tu niestety muszę donieść, że forma przerosła treść, dużo niezbyt ciekawych instalacji, nic co naprawdę robiłoby większe wrażenie, co nie znaczy, że zawsze tak jest.
A wieczorem cieszyłyśmy się ze świątecznej atmosfery jaka panuje już wokół ratusza.

WP_20171118_118

Nie czekając na Mikołaja zabrałam córkę do kawiarni  na Apfelstrudel, a dla tych, którzy ciągle nie wiedzą co z prezentami w tym roku…:

WP_20171118_095

 

 

Wiedeń ach Wiedeń !

WP_20171117_015Nieco jeszcze chora wsiadłam wczoraj do Polskiego Busa i po paru godzinach jazdy, ok. północy byłam w Wiedniu. Nie po raz pierwszy i mam nadzieję, nie ostatni.

WP_20171117_023Okazja była specjalna i świętowana już dzisiaj w porze obiadu w Sky Barze z widokiem na Katedrę Św. Stefana. Wcześniejsza rezerwacja zapewniła najlepszy stolik przy oknie.
Dla bywalców znane miejsce – ostatnie piętro ekskluzywnego domu towarowego Steffl. Drogo, jak to w takich miejscach, jedzenie nie oszałamia, ale i nie rozczarowuje, mój ukochany gość był zadowolony, więc i ja też 🙂
A potem przechadzka po centrum, cudownym jak zwykle, spokojnym, przyjaznym, zadbanym, ach, jak się cieszę, że tu jestem i to jeszcze w najlepszym możliwym towarzystwie, czyli z moją córką !

Następnie był czas na ucztę duchową: zwiedziłam m.in. piękny Uniwersytet Wiedeński, a popołudnie spędziłyśmy w Albertinie , pełnej Rafaela.

Znalezione obrazy dla zapytania rafael - autoportretOlbrzymia wystawa przedstawiająca 130 jego rysunków i 18 obrazów, prace wypożyczone z muzeów z całej Europy ( Louvru, Galerii Uffizich, Prado, Londynu) trwa do 7 stycznia 2018, bardzo polecam.
Poza tym znana i lubiana reszta Albertiny z Monetem, Picassem, Brueglem i innymi. Ostatnio byłam tam jakieś 6 lat temu, także potem na przeciwko w słynnej kawiarni Mozart na Sachertorte, więc i tym razem oczywiście również.

WP_20171117_025
Jest to najbardziej przereklamowany tort świata, o smaku słodkiej płyty pilśniowej.
KawWP_20171117_034iarnia również, gdyż nigdy nie pojmę jak w tak małej przestrzeni można serwować sznycle wiedeńskie czy klopsy oraz ciasta i słodkie przysmaki alles zusammen.
Zadbałam jednak o dobre miejsce w rogu sali i wieczór upłynął nam bardzo słodko.
Poza tym jednak chyba coś zostało z dawnego, przedwojennego uroku; nienaganna obsługa.  No i podanie, tak jak lubię – na uroczej porcelanie.
W Wiedniu nie byłam parę lat, nadal mnie czaruje, uwielbiam go, nie dziwię się, że wygrywa w rankingach na najlepsze do mieszkania miasto Europy.
Dziś było zimno, pogoda jesienna, a mimo to sam Wiedeń jak zwykle uroczy, pełen już blasku świątecznych dekoracji.
Chciałam wrzucić jeszcze kilka zdjęć z dzisiejszego dnia, ale na skutek kłopotów z Internetem to się nie udało. Cóż, skoro mieszkam w miejscu, gdzie hasło to ” !SatyraPrawdeMówi!”, a prawda jest taka, że zdjęcia średniej jakości, więc Satyra widocznie odrzuciła…:)
Jutro, droga Satyro, powtórka z Hundertwassera i nie tylko 🙂

 

 

 

 

O smaku ze smakiem czy z ssakiem ?

DJM o smaku
Fot. Archiwum MNK
Leżę w łóżku i choruję oraz odrzucam z przykrością rozmaite zaproszenia, między innymi od MNK, które miałam na dzisiaj :
„To już, niestety, ostatnie w tym roku spotkanie z cyklu „O smaku ze smakiem” w Domu Jana Matejki, oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie. Za to dania, jakie przygotowuje do degustacji partner cyklu, Stowarzyszenie Małopolskie Dziedzictwo Smaku, będą naprawdę wyjątkowe. 6 listopada spróbujemy gęsiny, która według znawców kuchni najlepsza jest na świętego Marcina (11 listopada) oraz dań z dziczyzny, zgodnie z tradycją serwowanych na polskich stołach na święto myśliwych – hubertusa (3 listopada).

Czy były to smaki znane Janowi Matejce? – To się okaże podczas spotkania. Natomiast mogę obiecać, że słuchając opowieści o Czarnym Strzelcu przeniesiemy się do lasów Państwa Osmańskiego i dowiemy się, kim bym tajemniczy myśliwy, zaprzyjaźniony z Janem Matejką – mówi kustosz Domu Jana Matejki Marta Kłak-Ambrożkiewicz.” 

Słuchać opowiadań pani kustosz uwielbiam, ma dar niezwykły i przenosi cudownie w dawne czasy aksamitnym głosem.
Jednak ja w promowaniu jedzenia mięsa w dzisiejszych czasach uczestniczyć i tak bym nie mogła. Za to oglądnęłam w końcu w całości przedwczoraj „Pokot” A. Holland, polecam wszystkim zamiast dziczyzny na 11 listopada.

Irlandia – czasem słońce czasem deszcz, podsumowanie :)

WP_20170929_013
Zdjęcie powyżej zrobiłam z okna w moim hotelowym pokoju. Pada drobny deszczyk i za chwilę wychodzi słońce, tęcze nie są więc  tu rzadkością.
Podsumowując te trzy i pół miesiąca tutaj:
MOJA PRACA:
– była momentami trudna, było jej też po prostu dużo, bo Irlandia cieszy się wśród niemieckich turystów dużym powodzeniem.
-skarga sezonu: „wprowadzenie czasu irlandzkiego  ( przypominam, że jest to godzina do tyłu) powoduje chaos, program powinien odbywać się wg czasu niemieckiego.”
– ilość zagubionych przez linie lotnicze bagaży zdumiewająca. Zawsze załączajcie do bagażu adres pod który chcecie aby trafił w kolejnych dniach, koniecznie zabierajcie najważniejsze rzecz w bagażu podręcznym. Nasz rekord – bagaż nie odnalazł się w ogóle, turyści ( para w średnim wieku) podróżowali 10 dni wyłącznie z tym co sobie kupili na miejscu. Byli to wyjątkowi ludzie, przyjęli wszystko z humorem, twierdząc, że nie przypuszczali jak mało im naprawdę potrzeba. Wrócili do domu w zielonych bluzach z napisem ” jesteśmy wartością samą w sobie”.
Kiedy zrobiło się zimniej turyści bez bagażu kupowali wyroby z wełny.
IMG_9214
– rozkład samolotów jest często umowny. Niektóre przylatują przed czasem, niektóre spóźniają się notorycznie, nie ma „pewnych linii lotniczych”, no może z wyjątkiem :
WP_20170909_002ale akurat tymi nasi turyści nie podróżowali.
Mniej drobnych urazów czy zaginięć, niestety jedna osoba zmarła nam w Irlandii na zawał. W kraju w którym wydaje się to wręcz n i e m o ż l i w e !
„Ale róże kwitną dalej, kwitną tak samo pięknie jak przedtem.” ( O.W. „Portret…”) Jednak z pewnością jak zwykle nie dla wszystkich, Oskarze…

ŻYCIE W IRLANDII : 
– wydaje się bardzo proste, pozbawione zadęcia, szpanu, także dość prowincjonalne
– Irlandczycy to bardzo utalentowany muzycznie naród. Nigdzie dotąd nie spotkałam takiej ilości tak świetnie śpiewających ludzi – w pubach, na ulicach, w hotelach. Są też bezpośredni, życzliwi, pomocni. Mają natomiast chyba problem ze spożywaniem nadmiernej ilości trunków. Nie przepadają za Anglikami, co jest uwarunkowane historycznie. O Polakach słyszałam od nich same pochlebstwa. Rodaków spotkałam ogólnie mniej niż się spodziewałam. Większość bardzo zadowolona z pobytu tutaj, część nastawiona na powrót po 10 przepracowanych latach ( możliwość otrzymania emerytury). Nieliczni narzekali na klimat.
– dość drogo, ale ceny zróżnicowane. Zdecydowanie mniej niż w innych stolicach luksusowych hoteli, restauracji, samochodów. Niewiele elegancko ubranych ludzi, w ogóle wydaje się, że Irlandczycy nie przywiązują specjalnej uwagi do wyglądu. Mało natomiast żebraków i bezdomnych, często jednak wśród nich emigranci z tzw. bloku wschodniego. W porównaniu do innych stolic europejskich mniejsza mieszanka kulturowa.
– zwierzęta mają tu dobrze, żyją na wolności, „pasą się na zielonych pastwiskach i nie brak im niczego”. Jednak mijałam raz ciężarówkę, która wiozła stado owiec, nie wiem czy na sprzedaż czy na ubój. Mój wzrok skrzyżował się z wielkimi niebieskimi oczami pełnymi rozpaczliwego lęku i cierpienia. Szczęśliwe są więc do pewnego momentu…
– psów się nie je, te szaleją więc szczęśliwe po rozległych łąkach i plażach. Nie spotkałam żadnych bezpańskich. Nad morzem rasą dominującą są labradory i golden retrivery, w górach border colie
– mało kotów, przynajmniej na zewnątrz, koty nie lubią wiatrów i mżawek
– dużo młodzieży, także tej pracującej w branży IT, często z Ameryki Płd. czy Indii, a to z powodu siedziby Microsoftu w Irlandii. Dużo zyskała też I. gospodarczo po Brexicie w Wlk. Brytanii. Młodzież też szaleje, ale jakoś umiarkowanie. Nie ma chuliganów.
– Irlandczycy są kompletnie zakręceni wokół sportu, ten temat zajmuje 3/4 codziennej gazety. Ich hurling , w której gracze używają kijów i piłek to najszybszy zespołowy sport na świecie i jest obok futbolu gaelickiego sportem narodowym cieszącym się ogromnym zainteresowaniem. Każde hrabstwo ma swoją drużynę i przez cały sezon trwają rozgrywki. Odmiana kobieca to camogie.
Nieraz sparaliżowany był z tego powodu cały Dublin. Nigdy jednak nie spotkałam się z informacją o chuligańskich wybrykach kibiców
– nie polubiłam jednak piwa ani wiskey ( za mocna), za to odnalazłam w Irlandii moje ulubione wino Dashwood Sauvignon Blanc Marlborough z Nowej Zelandii, zresztą w ogóle popularne są tam wina spoza Europy.
– Irlandia ma niezwykle bogatą historię i dużo zabytków zaliczanych do najstarszych w Europie a nawet świecie. Ten naród wiele przeszedł, dlatego teraz w czasach wolności i rozkwitu dba o zachowanie swojej odrębności kulturowej. Prawie wszędzie nazewnictwo dwujęzyczne – po angielsku i  iryjsku czyli w gaeilege.  Jest to język narodowy, celtycki,  jego historia sięga 2500 lat. Nie używa się go na co dzień, jednak przeżywa on swój renesans, dzieci uczą się go obowiązkowo w szkole !
– Przyroda w Irlandii jest piękna, soczysta, miejscami przypomina wielki ogród botaniczny. Mnie najbardziej jednak zachwyciły tu chmury.
– Powietrze jest obłędne. Jestem przekonana, że Irlandia będzie kiedyś promowana jako raj dla alergików. Sami Irlandczycy na wczasy jadą tam gdzie więcej słońca – najbardziej popularna jest Hiszpania i Portugalia.
Na city break chętnie wybierają m.in. polskie miasta, w tym oczywiście Kraków 🙂
karzełMogłabym tę wyliczankę jeszcze chyba długo prowadzić, jednak nie będę Was zanudzać. Do Irlandii leci się ( z Krakowa) 3 godziny, bez problemu można wyrobić sobie więc o tym kraju własne zdanie.
Wiem też jak wielu rzeczy nie udało mi się niestety zobaczyć.
Może więc jeszcze kiedyś…
” Jeśli coś dobrze się kończy, to znaczy, że to jeszcze nie koniec”  ( to też Ty Oskarze, czy sama to wymyśliłam…?)
Na pewno wolę celtycki splot niż gordyjski węzeł !

IMG_9361
Lubię też bujać  w obłokach 🙂