Ostatnie podróżne – didaskalia :)

IMG_6205
1)Pisałam już, że mój kot zawsze pakuje mi się przed wyjazdem na walizkę. Niestety zawsze ją też „znaczy”.Przed moim wypadem na Sardynę zrobił to widocznie całkiem niepostrzeżenie i w ostatniej chwili, nie zobaczyłam i nie wyczyściłam.Na lotnisku w Warszawie rzuciły się na mój bagaż podręczny psy z patrolu antynarkotykowego.  Na moje żarty, że zamiast koki, są to kocie siki, panowie zareagowali nerwowo i musiałam poddać bagaż i siebie szczegółowej kontroli.
2) Na Teneryfie mieszkałam z dwoma kotami, które pewnie zrobiły to samo, na dodatek w mojej walizce przez większość czasu w ogóle spały, na szczęście na lotnisku nie było patrolu. Za to w Krakowie czekałam na walizkę potwornie długo, wszyscy już dawno odeszli ze swoimi bagażami, miałam właśnie zgłaszać zaginięcie, gdy wreszcie mój został przyniesiony, a nie przyjechał na taśmie, nikt nie umiał mi wytłumaczyć dlaczego. A może mój kot jednak coś przeze mnie przemyca, spójrzcie na niego…
3)Wina włoskie czy hiszpańskie ? Kuchnia włoska czy hiszpańska ? Włosi czy Hiszpanie ? Moje serce znów w rozterce.

WP_20180129_0354)Powroty ze słońca do smogu zawsze trudne, jednak kocham Kraków !
5) Słońce i palmy zadziałały. Wybudziłam się z narkozy, mając je pod oczami. Czekam na wyniki, za 4 tygodnie okaże się czy mogę znowu wyjechać, a mam już bilet, czeka też na mnie konkretny pokój w pewnym hotelu…
Wczoraj niestety przepadły bilety do Frankfurtu i więcej niech nic nie przepada.
Życie –  taka „gra w klasy” ( zdjęcie zrobiłam chowając się przed deszczem w Santa Cruz w pewnej starej kamienicy. ) ” Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał.” – Gabriel Garcia Marquez Sto lat samotności 

 

Reklamy

Bye bye Teneryfa !

WP_20180130_046
W Radazul niemal codziennie pojawiała się tęcza, czasem nad mariną, czasem od strony gór, na które spoglądałam rano z balkonu wraz z Tido i Lilly.
Polubiłam Radazul, jak już pisałam, o tej porze roku niemal puste, za to latem podobno bardzo tu tłoczno. Plaże piaszczyste, czarne, drewniane podesty, promenada wzdłuż wybrzeża – wszystko zadbane, ale też nie jakieś wyjątkowe. Dobre miejsce na naukę nurkowania czy uprawianie innych sportów wodnych.
WP_20180204_009.jpgLubiłam fitness na świeżym powietrzu oraz bardzo wygodne kamienne leżaki.
WP_20180127_003
Rozczulała mnie plażowa biblioteka, której  księgozbiór, mimo małej ilości turystów, zmieniał się każdego dnia.
WP_20180201_003
Wzdłuż mariny położone są 4 knajpki, uwielbiam jedzenie na powietrzu.

WP_20180125_017

WP_20180125_020
Oczywiście bardzo polubiłam mojego „super – hosta”, czyli Victorię, u której mieszkałam i jej dwa koty, Tido i Lilly.
WP_20180204_020
WP_20180203_003

Żegnajcie !  A może jeszcze kiedyś „do zobaczenia ” ?

Autobusem 111 pojechałam na lotnisko południowe i byłam o wiele za wcześnie. Zamiast czekać w klimatyzowanych halach, znalazłam miejsce nieopodal, w małym parczku, gdzie garstka turystów, takich ja ja, cieszyła się ostatnimi chwilami ze słońcem. I znów szumiały nade mną palmy. Ostatnie chyba tej zimy.
WP_20180204_022

 

Teneryfa – podsumowanie

WP_20180204_001Teneryfa to już tylko znowu wspomnienie. Jeszcze dwa dni temu cieszyłam się latem, słońcem, ciepłym wiatrem, oceanem, zielenią i pysznym winem…No, wino mogę sobie kupić i w Krakowie 🙂
Chciałam Wam jeszcze polecić parę miejsc w Santa Cruz. Przede wszystkim warto odwiedzić  Auditorio de Tenerife „Adán Martín” , nowoczesne, ciekawe audytorium zaprojektowane przez Santiago Calatravę, słynnego hiszpańskiego architekta, który ma na koncie szereg ciekawych budowli na całym świecie, w tym Turning Torso w Malmõ, o którym pisałam niemal dokładnie rok temu, kiedy to podróżowałam po Skanii. Niestety nie miałam okazji podczas mojego pobytu na Teneryfie wybrać się na koncert, jednak sale dokładnie obejrzałam, a po obejściu budynku, cieszyłam się z oceanu siedząc w urokliwie położonej kawiarni audytorium, gmach znajduje się  bowiem przy samym nabrzeżu.

WP_20180130_022
WP_20180130_026
W pobliżu jest park wodny, w tym pokaźny basen ze słoną wodą. To, podobnie jak w Puerto de la Cruz, rekompensata za brak ładnej plaży miejskiej.
WP_20180130_024
Santa Cruz jest niedużym miastem. Audytorium znajduje się w pobliżu dworca autobusowego, stamtąd pieszo za 10 min. jesteśmy w centrum. Pisałam już o Placu Hiszpańskim, chcę jeszcze tylko dodać, że w jego środku jest bar, który polecam, jadłam tam za każdym razem jakieś tapas, czyli hiszpańskie przekąski i piłam wino lub sok z papai, wszystko zawsze smaczne i tanie.

Gdy skierujemy się po wyjściu w stronę głównej ulicy, zaraz po prawej stronie mamy Muzeum Sztuki Współczesnej. Ja, zamiast na zakupy w sieciówkach, zawsze wolę pójść w takie klimaty, a tu trafiłam na gratkę – m.in. kapitalną wystawę surrealisty Aube Bretona. Jego fantastyczne kolaże można tu oglądać do 13 maja, absolutnie polecam ! Sympatyczny jest też sam gmach muzeum wraz z imponującą, nowoczesną biblioteką.

Cóż, Santa Cruz jest łatwe do zwiedzania, kompaktowe. Z muzeów podobało mi się też dosyć Muzeum Historii Naturalnej, położone w pobliżu zabytkowej starej zabudowy.
WP_20180129_015
WP_20180202_009
Niedaleko stąd znowu też do nabrzeża i portu.
WP_20180129_024
WP_20180129_030
WP_20180129_032
Yes, I love Santa Cruz 🙂
WP_20180129_021

A jutro pożegnam się z Radazul. Pojutrze czeka mnie natomiast bardzo niemiła i przyziemna podróż, z której jednak także mam nadzieję powrócić.

 

Teneryfa – Candelaria

Candelaria, Teneryfa - bazylika i atrakcje turystyczne miasteczka, zwiedzanie
Victoria zabiera mnie parę kilometrów na południe od Radazul do Candelarii, sympatycznej nadmorskiej miejscowości słynącej z bazyliki z cudowną figurą Matki Boskiej, największego ośrodka kultu maryjnego na Teneryfie, miejsca licznych pielgrzymek. Miasto udekorowane, bo w weekend fiesta, czyli święto.

WP_20180131_031Legenda głosi, że w XIV wieku dwójka pasterzy, rdzennych mieszkańców Wysp Kanaryjskich – Guanczów, doświadczyła cudownego odkrycia posągu Matki Boskiej. Prowadząc swoje bydło w kierunku plaży zauważyli, że w pewnym momencie zwierzęta nie chcą iść dalej. Odkryli przyczynę –  w jednej z jaskiń znaleźli  tajemniczy posąg przedstawiający kobietę trzymającą na prawym ramieniu dzieciątko, a w lewej dłoni świecę (hiszp. candela – świeca).  Figura  została przeniesiona z jaskini w której ją odnaleziono do innej groty – Cueva de Achbinico. Znajdowała się tam do roku 1826 gdy na skutek ulewy wpadła do oceanu. Kilka lat później miejscowy rzeźbiarz Estévez del Sacramento stworzył nową figurkę, którą po dzień dzisiejszy można oglądać we wnętrzu bazyliki.
WP_20180131_009
Bazylika, do której pielgrzymują wierni z całego archipelagu została ukończona całkiem niedawno, w 1959 roku. Wcześniej, co najmniej od początku czasów chrystianizacji Wysp Kanaryjskich (1497) w jej miejscu wznoszono inne świątynie.  24 stycznia 2011 papież Benedykt XVI podniósł status świątyni do rangi bazyliki mniejszej.
Trafiamy z Victorią akurat na mszę, wrażenie robią wspaniałe męskie chóry.
Mocne męskie akcenty również po wyjściu na zewnątrz – wzdłuż placu Plaza de la Patrona de Canarias od strony oceanu stoi dziewięć wykonanych z brązu posągów przedstawiających muskularne postaci dawnych wodzów – tzw. Menceyes. Przypominają one o czasach, kiedy wyspą władali jej rdzenni mieszkańcy – Guanczowie.

WP_20180131_018

Miasteczko żyło już piątkowym świętem Matki Boskiej CANDELARIA, 02.02 jest to święto państwowe,  do miasteczka przybędą pielgrzymi i turyści.
Ja będę miała z Candelarii miłą pamiątkę, kupiłam tu ładny obrus i sadzonkę pomarańczowej bougenvilli, o której od dawna marzyłam.
Oglądnęłyśmy też z Victorią pokaźnych rozmiarów szopkę bożonarodzeniową na świeżym powietrzu, pod olbrzymimi drzewami :

a potem udałyśmy się  na cafe barraquito i churros.

WP_20180131_047Churros  to  niezwykle popularny hiszpański (i meksykański ) deser; smażone w głębokim oleju podłużne ciastka, czasem serwowane z cukrem lub sosem czekoladowym, jedzone często do kawy na śniadanie. Zawsze pyszne i oczywiście bardzo kaloryczne.
WP_20180131_046
Są  proste do usmażenia, pełno przepisów w Internecie. Ja takie rzeczy wolę zdecydowanie jeść w ich „naturalnym środowisku”, czyli Hiszpanii 🙂
Potem po raz kolejny pojechałam do Santa Cruz, tym razem do muzeów i nie tylko, więc c.d.n.
Tym razem Lilly czekała na mnie w szafie 🙂
WP_20180130_053

 

Teneryfa – Puerto de la Cruz

WP_20180128_097
Krążę po północy Teneryfy dzięki podwózkom Victorii i komunikacji autobusowej. Nie są to duże odległości ani skomplikowane podróżowanie. Ostatnio byłam w Santa Ursula, w małej górskiej miejscowości, niemal bladym świtem ( zdjęcie poniżej), stamtąd złapałam „ła ła”, czyli po kanaryjsku busa, do Puerto de la Cruz.
WP_20180128_008
Puerto jest zupełnie inne niż Santa Cruz, eleganckie, tonie w zieleni i niemieckich turystach. Wielu z nich przyjeżdża tu spędzać całą zimę w swoich apartamentach.
Mnie miasto przywitało początkowo chłodno i mokro, ale Frankie uratował herbatą z kanaryjskim rumem.

Pustymi uliczkami doszłam do mrocznego portu, w którym nie tylko pogoda była irlandzka, ale stała tam „Molly Malone” i czekał irlandzki pub, a w portowym sklepie wyłupiały oczy czerwone rybki o wdzięcznej nazwie „alonzo” :
WP_20180128_019

WP_20180128_018

WP_20180128_017

No cóż, postanowiłam poddać się działaniom bryzy morskiej, powędrowałam do portu i dalej wzdłuż nabrzeża…
WP_20180128_048

WP_20180128_051
WP_20180128_030
Mokrymi deptakami spacerowali nieliczni turyści i amatorzy rybiego spa…Manicure robiony przy pomocy rybek w akwarium dotarł tu najwyraźniej z Azji.

A ja dotarłam do plaży miejskiej, która z pewnością nie oszałamia i przy pełnym słońcu, dlatego aby sprostać oczekiwaniom turystów, miasto zafundowało sympatyczny, tani ( wstęp 5 e) kompleks basenowy SIAM, nad samym oceanem. Podobny jest też zresztą w Santa Cruz, ale o tym potem. Woda jednak w basenach niepodgrzewana, więc i żadnych chętnych.
WP_20180128_071
WP_20180128_059
Na północy Teneryfy pogoda zmienia się co moment, więc oczekiwane słońce zaświeciło i w Puerto, a ja  powędrowałam palmową aleją w górę do Taoro Park, z którego rozpościera się piękna panorama miasta.
WP_20180128_072
WP_20180128_092
WP_20180128_110

Na górze oczywiście ulubiona cafe barraquito, o której pisałam już przy okazji Teneryfy południowej. To kawa z kondensowanym mlekiem i kanaryjskim likierem.
Dzień upłynął mi w pięknych miejscach, bo potem jeszcze w ogrodzie orchidei :

WP_20180128_130
WP_20180128_131
WP_20180128_138


Oraz ogrodzie botanicznym, do którego dotarłam już nieco „padnięta”:
WP_20180128_148
WP_20180128_149
Ogród  to głównie arboretum. Pod nogami przemykały spod palm sporych rozmiarów szczury. Mało ludzi, dość mroczno, ale ciekawie.

WP_20180128_157

Na pamiątkę kupiłam sadzonkę strelicji ( na dolnym zdjęciu), to kwiatowy symbol Teneryfy, strelicje rosną wszędzie, obok oczywiście całej masy innych roślin.
To był piękny dzień. Zakończyłam go w przypadkowo wybranej restauracji Magnolia, skusiłam się na miłe otoczenie, a potem okazało się, że to słynna restauracja, często rezerwowana przez sfery rządzące i tzw. „elity”. Ja wzięłam „menu dnia” i to był dobry wybór; b. korzystna cena do pysznych dań i wspaniałej obsługi, polecam.

A potem autobusem z powrotem do mojego hiszpańskiego domku.

Na przystanku rozmawiałam z sympatycznym Santi, który nie mógł zrozumieć dlaczego podróżuję sama. Co miałam mu powiedzieć ? Jaka właściwie jest prawda ?

U Victorii wpadłam zmęczona  do łazienki, w bidecie czekała na mnie Lilly 🙂
WP_20180127_118

La Laguna !

WP_20180127_097
No i wczoraj napisałam o Lagunie, a dzisiaj wpis przypadkowo wykasowałam 😦 Trochę straciłam serce do pisania wszystkiego od nowa, więc wybaczcie…Zresztą dzisiaj poniedziałek, co wiele tłumaczy. Spaliłam zaparzacz do kawy, pada deszcz itp. No ale z drugiej strony siedzę z kotami na balkonie w kapciach, jest dość ciepło i zaraz wybieram się do Santa Cruz, dzień wygląda na muzealny, więc pójdę tym tropem. Myślałam, że będę dzisiaj leżeć pod palmą, bo wczoraj się napodróżowałam ( Santa Ursula i Puerto de la Cruz). Autobus mam za godzinę, więc odnowię krótko przedwczorajsze wspomnienia…

WP_20180127_010
San Cristóbal de La Laguna to drugie pod względem wielkości miasto Teneryfy położone  w jej północno-zachodniej części. ” Jest kwintesencją kanaryjskiego stylu, Wygląd dzisiejszego starego miasta właściwie niczym się nie zmienił od XVI wieku. Zachowały się dawne, piękne rezydencje z eleganckimi fasadami.
WP_20180127_110
Ze względu na dużą ilość zabytków – Starówka w 1999 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Spędziłam w Lagunie wiele godzin odwiedzając galerie, kościoły, muzeum, spacerując po urokliwych uliczkach.
WP_20180127_092
WP_20180127_047
WP_20180127_090
WP_20180127_072
WP_20180127_074
Historia tego miejsca sięga XV wieku, gdy San Cristóbal została założona przez  Alonso Fernández de Lugo nad laguną, którą osuszono w 1837 roku, a miasto zawdzięcza jej swoją nazwę. Początkowo niewielka osada, z czasem zaczęła zmieniać się w prężnie rozwijające się miasto. Poniżej zdjęcia z urokliwego Muzeum Teneryfy.

Od 1701 roku La Laguna stała się również miejscem studentów, gdyż wtedy otwarto tu istniejący do dziś Uniwersytet (Universidad La Laguna).
WP_20180127_071
Znalazłam też polski akcent, pomnik naszego Jana Pawła :
WP_20180127_104
La Laguna to miejsce, którego nie można nie odwiedzić będąc na Teneryfie.
WP_20180127_111
Słynie również z tego, że jest najbardziej mokrym miastem na wyspie. Początkowo, choć było zimno, miałam piękne słońce, wieczorem zrobiło się lodowato i padał deszcz. Przemykałam więc od knajpki do knajpki, których tu mnóstwo, aż w końcu późnym wieczorem spotkałam się z Victorią, moim „super hostem”.
WP_20180127_112

O Victorii i mojej północnej Teneryfie mam nadzieję cdn 🙂

Podróżuje się tu bardzo prosto. Nie zdecydowałam się na wynajem samochodu, wolę jeździć autobusami, są tanie i punktualne. Kupuję kartę VIA BONO, to najtańsza opcja, karty są dostępne w kilku nominałach i po prostu kasuję je za każdym razem.
Hiszpanie wszędzie przemili, natomiast nie znają angielskiego, ale to nie przeszkadza w komunikacji. Muszę kończyć, bo zaraz mam ” łała”, czyli po kanaryjsku autobus 🙂

Teneryfa – Santa Cruz

WP_20180126_010
W takim kocim towarzystwie zaczynam i kończę dzień na tarasie, razem wpatrujemy się w zatokę i jest nam błogo. Tyle, że Lilly i Tiddy zostają w domu, a mój świat jest większy.
Dzisiaj wsiadłam w autobus 138 i za 15 minut byłam w Santa Cruz, największym mieście Teneryfy, liczącym ponad 200 tys. mieszkańców, prostym do ogarnięcia, pełnym sklepów, kafejek i wysokich, wiotkich palm. Centralnym punktem jest Plac Hiszpański, miejsce festiwali, straganów z żywnością i pamiątkami.

WP_20180126_047
WP_20180126_138

Poza tym pełno sklepów sieciowych, ale miasto zachowało swój hiszpański klimat.
WP_20180126_054

Krążąc uliczkami spotkałam dwukrotnie miłą parę turystów z Polski, Edytkę i Piotra, stwierdziliśmy, że to nie przypadek i zjedliśmy wspólnie pyszny obiad w restauracji Kokken, uznanej za jedną ze 100 najlepszych na Wyspach Kanaryjskich. Właścicielem jest Pablo, na zdjęciu po lewej.

Cóż, z pierwszego dnia w Santa Cruz na pewno mogę też polecić piękny park Garcia Sanabria.
WP_20180126_097
WP_20180126_106

WP_20180126_107

 

 

WP_20180126_126

Jutro jadę do La Laguny 🙂